Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkłady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkłady. Pokaż wszystkie posty

Na przekór pogodzie ;)

13:14 Posted by Insane

No cóż, rzeczy do obfocenia i opisania nazbierało mi się już całkiem sporo, postanowiłam więc w końcu coś z tym zrobić... Pogoda za oknem nie zachęca do robienia swatchy - szaro, pochmurno, no i pada. Kombinowałam z ustawieniami aparatu ile się dało, a co z tego wyszło - widać ;)
Starałam się zawsze mieć w tle białą kartkę, dla porównania odcieni. Z dumą stwierdzam, że kolory wyszły raczej nieprzekłamane, czasami jedynie mniej intensywne.

Firmy Lily Lolo wcześniej nie znałam, nie słyszałam o niej, ale długo kusić mnie nie trzeba było. Wprawdzie trochę zniechęca fakt, że można brać tylko jeden odcień sampla na każde zamówienie, ale z drugiej strony to, co dzisiaj testowałam jest naprawdę obiecujące i pewnie skuszę się jeszcze na niejedno zbiorowe....

Pudełeczka LL są jednymi z najładniejszych i bardziej estetycznie i porządnie wykonanych, jakie zdarzyło mi się trzymać w łapkach. Niby plastik, ale porządny, gruby, matowy, sprawia wrażenie drogiego kosmetyku. Sitka ciężko się wyjmują, ale to dobrze - nie ma szans, żeby coś się rozsypało. Inna sprawa, że wszystko było porządnie zaklejone, zafoliowane, zapakowane. Nie mam nic do zarzucenia, poza tym, że.... Wszystko jest niedosypane. Nie rozumiem po co tak wielkie pudło do bronzera (Waikiki), skoro 1/3 to powietrze ;) z różami jest nieco lepiej, ale wciąż nie jest to, jak np. w EDM, nasypane po samo wieczko. Samplowe słoiczki wypełnione są do połowy, ale to akurat mnie nie dziwi, a wręcz ułatwiać będzie korzystanie :)

Poniżej zdjęcie porównawcze słoiczków. Oczywiście, przed dzieleniem między uczestniczki :)


Od lewej: bronzer (8g), róż (3g), sample jar (0,75g)


RÓŻE





Rosebud - mocny, ciemny, malinowy odcień, całkowicie błyszczący. Nie wiem, czy i kiedy odważę się go użyć na polikach, ale jako pomadka mógłby się sprawdzić.. ;)

Candy Girl - uroczy, chłodny, skrzący róż, na pierwszy rzut oka chyba mój faworyt :)

Sugar n Spice - coś pomiędzy różem i bronzerem, dość ciemny i elegancki odcień. Pięknie musi wyglądać na ciemniejszej karnacji... A na moich bladościach? Sama jestem ciekawa... ;)

Ooh La La - matowy róż, nieco ciemniejszy od Candy Girl, ale wciąż bezpieczny

Clementine - czarny koń tego zestawu. Zazwyczaj boję się zamawiać brzoskwiniowe róże, ale ten jest wyjątkowo uroczy i twarzowy - może dlatego, że nie jest to czysta brzoskwinia, ale ma w sobie odrobinę różu. I po pierwszych testach - zero tendencji do ocieplania się, w co aż sama nie mogę uwierzyć. Całkowicie matowy.

Waikiki - jedyny bronzer, na jaki się skusiłam. Taki rodzynek ;) bardzo wakacyjny odcień, mocno skrzący, w odcieniu piasku, plaży, złotawy.... Liczyłam na to, że będzie jaśniejszy, ale nałożony w minimalnej ilości prawdopodobnie sprawdzi się świetnie :) ogromny plus za brak pomarańczowych, rdzawych tonów, nie zauważyłam też ocieplania się :)
Na ciemniejszej cerze (zwłaszcza z tonami żółtymi i oliwkowymi) sprawdzi się jako piękny rozświetlacz.


PODKŁADY


Porcelain - bardzo jasny, ale daleko mu np. do Ghost'a z Aromaleigh. Ładnie się wtapia, niestety jak wszystkie tak jasne odcienie ma w sobie podtony różowe, co w moim przypadku go dyskwalifikuje... A szkoda, bo jasnością na zimę byłby w sam raz.

Blonde - beżowo-żółty, czyli coś, czego ostatnio poszukuję ;) musiałam nałożyć go naprawdę sporo, żeby cokolwiek było na dłoni widać, bo wtapiał się wciąż idealnie! Na zdjęciu jest chyba z 10 warstw. Nie ukrywam, że wiążę z nim spore nadzieje ;)

Obydwa odcienie podkładów nakładało się niezwykle łatwo, pięknie się wtapiają, mają delikatną, jakby satynową, aksamitną konsystencję.


KOREKTORY


zdjęcie zbiorowe razem z samplami podkładów





PeepO Cover Up - żółty, powiedziałabym nawet, że... bardzo żółty ;) z przeznaczeniem na cienie pod oczami. Przyznaję, że mam pewne obawy w kładzeniu aż tak intensywnego koloru pod oczy, ale.. spróbuję ;)

Blush Away Cover Up - tutaj z kolei zupełnie odwrotnie. Najmniej zielony ze znanych mi zielonych korektorów ;) jest w zasadzie biało-zielony, może trochę sinawy, ale kolor raczej wyblakły, niezbyt intensywny. Z przeznaczeniem na zaczerwienienia.

Blondie Cover Up - dość jasny i niestety również różowawy, ale wtapia się równie dobrze, do podkłady, więc pewnie zaryzykuję. Z przeznaczeniem do krycia mniej lub bardziej drobnych niedoskonałości :) odrobina różu w korektorze pomaga cerom poszarzałym i zmęczonym, więc być może jest to celowe... Nie jestem jednak pewna jak się sprawdzi przy moim kompletnym braku różowych tonów ;)


PUDRY WYKAŃCZAJĄCE



Przepraszam za błąd na swatchach..

Flawless Matte - rzeczywiście matowy, choć na niektórych zdjęciach wychodził z satynową poświatą. Ale jest matowy, w dodatku kompletnie biały... Ale bardzo dobrze się wtapia, miałam problem, żeby nałożyć taką ilość, coby w ogóle aparat uchwycił.

Flawless Silk - zdziwiło mnie to, że jest... satynowy. Może się nie błyszczy, ale do matu mu naprawdę daleko. Wielbicielki efektu "glow" mogą być nim zachwycone... Ja muszę przemyśleć, czy zależy mi na wyglądzie laski z okładki... ;) pewnie z ciekawości się odważę.

Obydwie formuły nakłada się naprawdę przyjemnie - są bardzo miałkie, delikatne, bardzo dobrze się wtapiają, nie ma problemu z rozprowadzeniem proszku.


ROZŚWIETLACZ



Stardust - do tej pory moim absolutnym faworytem był Sundew z Lumiere, ale widzę, że ma teraz godnego przeciwnika... Bardzo delikatny, miałki i przyjemny w aplikacji. Niby ma w sobie mnóstwo drobinek (które swoją drogą wyglądają rzeczywiście jak pyłek.. :) ), ale nie jest to brokat. Wykończenie raczej delikatne, satynowe, obecnie mówi się chyba - glamour... ;) w dodatku nie daje efektu choinki, cały jego urok widać dopiero pod światło. Normalnie sprawia wrażenie rozświetlonej twarzy, ale nie bardzo wiadomo, dlaczego... Bo pomimo tego, że jest żółciutki, to koloru raczej nie zostawia, może jedynie poświatę.
Naprawdę obiecujący i chyba już żałuję, że nie skusiłam się na większe pudełeczko...

Podkłady dla bladolicych :)

16:13 Posted by Insane

Czas na obiecane swatche jasnych odcieni podkładów. Obfociłam wszystko, co mam ;)
Nie jest tego zbyt dużo, ale może komuś się przydadzą.

Aromaleigh



voile VX - ghost - czyli odcień prawie biały. Dla mnie taka cera byłaby ideałem, ale jest to raczej nieosiągalne ;) może dla albinosów...

voile 00 - alabaster - nadal bardzo jasny odcień podkładu, ale już bardziej "ludzki", z odrobiną beżo-różu. Był czas, kiedy go używałam, przyciemniając delikatnie voile 1CL.

voile 1CL - miał być jasny, dość neutralny, ale za dużo w nim jak dla mnie różu. Mimo wszystko jasnością obecnie byłby dobry, zimą sam (bez mieszania) był mi za ciemny :) a no i teraz już zżółkłam po kwasach... Powinnam spróbować 1Y


Everyday Minerals



Fair Neutral intensive - przez długi czas używany przeze mnie odcień, z czasem jednak stał się dla mnie zbyt szary

Sandy Fair intensive - jasny, neutralny, dla osób z odrobiną beżu i żółci w tle, mniej "szarawy" niż Fair Neutral, więc z czasem przerzuciłam się właśnie na niego. Obecnie jest jednak zbyt mało żółty dla mnie

Linen intensive - przyznaję, że zakupiłam biga i nigdy nie odważyłam się go użyć ;) po prostu strasznie ciemnieje mi na skórze i obawiam się na twarzy efektu solarium. Początkowo jest dość jasny, dość żółto-neutralny i wydaje się być dość bezpieczny, z czasem jednak pomarańczowieje/brązowieje i zaczyna straszyć. Na zdjęciu widać dopiero początek ciemnienia ;)

Ivory intensive - w tym przypadku bałam się zawsze efektu różowej świnki na twarzy, ale o dziwo odcień jest dość neutralny, oczywiście z tonami różowymi w tle, ale łagodzi ten efekt odrobina beżu. Jak dla mnie - dużo bezpieczniejszy niż Linen ;)

Light Neutral o-glo - przyznaję, że kupiłam go z zamiarem używania jako bronzera albo do konturowania twarzy - i w tej roli sprawuje się całkiem w porządku, mógłby być bardziej brązowy, niż pomarańczowy, ale mimo wszystko nałożony delikatnie i dobrym pędzlem - daje przyjemny efekt. Z wiadomych względów jako podkładu nigdy go nie użyłam ;) jedynie mogę stwierdzić, że formuła o-glo naprawdę daje satynowe wykończenie.

Peach matte - również przyznaję, że nie kupiłam tego odcienia z zamiarem używania jako podkładu, tylko jako matowy róż.. ;) niestety, źle trafiłam, bo jest to rzeczywiście czysta brzoskwinka, liczyłam na odrobinę więcej różu. Na mnie takie odcienie za szybko się ocieplają i dają efekt godny politowania, także tak sobie leży i czasem do niego powzdycham, bo w pudełeczku prezentuje się zacnie ;)


Lumiere



Fair Cool - używałam go po tym, jak EDM przestał mi pasować, długo był moim ulubionym odcieniem, aż do momentu, kiedy zaczęłam bawić się kwasami ;) potem zżółkłam i był dla mnie kompletnie nieodpowiedni, mimo wszystko bardzo lubię podkłady Lumiere, za ich satynowe (ale wciąż matowe!) wykończenie i lekkość połączoną z dobrym kryciem.

Fair Neutral - służył mi na początku kuracji kwasami, dość neutralny beż z kapką żółci

Light Cool - dziwny odcień, jak dla mnie zdecydowanie zbyt różowy

Light Neutral - służy mi do teraz, wystarczająco jasny i żółty dla mnie

Fair Golden - będę testować dzięki Adusi :) wydaje się być obiecujący, dość jasny i żółty odcień, ciekawa jestem jak będzie się sprawował na buzi :)

Fair Beige - zdecydowanie zbyt ciemny i zbyt brzoskwiniowy


Lucy Minerals



Fair - zdecydowanie różowy, ale dość jasny i naprawdę nieźle się wtapia. U mnie na początku daje efekt buzi niemowlaka, tak delikatnie zaróżowionej, niemniej jednak z czasem wtapia się perfekcyjnie i dopasowuje do odcienia skóry

Light - ten z kolei jest wybitnie pomarańczowy ;) liczyłam na to, że również będzie się pięknie wtapiał i po części, tak właśnie jest. Chwilę po nałożeniu efekt jest całkiem obiecujący, ale po dłuższej chwili odrobinę ciemnieje i niestety jest zdecydowanie dla mnie za ciemny

Pale Olive - już zwątpiłam, że znajdę odcień odpowiedni dla siebie bez mieszania, aż skusiłam się na ten... Wprawdzie do biga się dopiero przymierzam (zamówiłam 3 sztuki sampli do dalszego testowania ;) ), ale na chwilę obecną jest niemalże idealny. Dość jasny, pięknie się wtapia i jest wystarczająco żółty. Wprawdzie muszę naprawdę uważać z ilością, bo odrobina więcej i niestety jest za ciemny, ale mimo wszystko - wart trochę dłuższej aplikacji.

Cream - zdecydowanie ciemniejszy od powyższych odcieni i jak dla mnie zbyt pomarańczowy ;) nigdy nie odważyłam się go nałożyć na twarz, mimo niezaprzeczalnej zdolności wtapiania się podkładów Lucy


Blusche



French Vanilla - mam okazję testować dzięki Adusi i Gosi (jak wszystkie podkłady Blusche, dziękuję! :* ) - wydaje się być obiecujący, dość jasny, ale przy tym i żółtawy, więc może nieźle się we mnie wtapiać :) nie wiem jak z jasnością, bo na swatchach jest spora ilość podkładu. Na pewno będe testować!

Vanilla Latte - wydaje mi się, że jest w bardzo podobnej tonacji do powyższego, tylko o pół tonu jaśniejszy i chyba bardziej beżowy

White Chocolate - mimo, że jasny, to chyba zbyt różowawy.

Mimo wszystko strasznie podobają mi się nazwy podkładów... Są takie... apetyczne ;)


Earthen Glow Minerals



również mam przyjemność testować dzięki Adusi :* a przyznaję, że podkłady wyglądają obiecująco i muszę się chyba bliżej przyjrzeć kolorówce EGM :)

Paula Yellow 01 - cover me - dość żółty, jasny i chłodnawo-neutralny, więc wiążę z nim spore nadzieje ;)

Ami Cool - youthful glow - przyjemnie jasny, beżowo-różowawy... i właśnie mam zagwostkę, bo na dłoni wtopił się bardzo fajnie, więc ciekawa jestem efektu na buzi.... Mimo wszystko martwią mnie te różowawe tony :) i pomimo formuły zawierającej w sobie odstraszające mnie słowo "glow" - nie jest to efekt taki sam jak w EDM... Nie ma satynowej poświaty i raczej nie bałabym się efektu choinki w słońcu, to oczywiście na duży plus.
Susan - youthful glow - ten z kolei jest odrobinę zbyt pomarańczowy, ale również jak w przypadku Ami Cool - "glow" nie oznacza tysiąca drobinek.

Eurena Cool - cover me - kolejny dość jasny i chłodny odcień... I znowu producent myśli, że jak ktoś jest "zimny", to musi być różowy :> poczeka ze mną na zimowe dni.

Zoe Warm - cover me - odrobinę obawiam się zaliczenia tego odcienia do kategorii podkładów Ciepłych, bo raczej takowych unikam, ale na dłoni prezentuje się obiecująco. Jeśli tylko nie ociepli i nie ściemnieje znacznie - może wyglądać całkiem przyzwoicie. Trafia na listę odcieni do testowania na buzi :)


MEOW



pozwolę sobie skopiować moje opisy dot. podkładów MEOW, bo już pojawiły się u mnie na blogu :)

Pampered Puss - 0 - Inquisitive Siamese - według strony powinien być to odcień neutralny, bez dominujących tonów brzoskwiniowych ani różowych, ale z odrobiną żółci i beżu.
Był już przeze mnie testowany i jasnością jest w porządku, niby ładnie się wtopił i wytrzymał cały dzień w pracy, przyjemnie się go aplikowało... Ale miałam wrażenie, że sprawia, że mój odcień skóry jest dość... chorobowy, szarawy, nawet nieco sinawy?
Ale może to tylko moje wrażenie, że w sumie nikt mnie w pracy nie pytał, czy aby na pewno się dobrze czuję ;)

Pampered Puss - 1 - Sleek Siamese - jak wyżej, tylko o ton ciemniejszy odcień.

Pampered Puss - 0 - Inquisitive Bengal - według strony należy do kategorii chłodnych beży, dla osób bez dominujących tonów żółtych, czy brzoskwiniowych.

Pamperes Puss - 1 - Sleek Bengal - jak wyżej, tylko o ton ciemniejszy odcień.

Pampered Puss - 0 - Inquisitive Mau - według strony jest to ciepły odcień dla osób o z delikatnymi różowymi, żółtymi i brzoskwiniowymi tonami. Dla osób, dla których Siamese było prawie dobre, ale ciut za żółte.

Pampered Puss - 1 - Sleek Abyssinian - według strony to odcień żółto-beżowy dla osób z wyraźnie dominującymi tonami żółci i beżu. Stoi w kolejce do testowania po Siamese, zgodnie z radą Gosi :) jest w nim zdecydowanie więcej żółci, więc może będę wyglądać bardziej... rześko ;)


Buff'd



Kolejna firma, którą testuję dzięki Adusi :) przyznaję, że słyszałam o niej raczej więcej złych, niż pochlebnych opinii i dlatego jakoś nie mogłam zebrać się do zamówienia.. Podkłady rzeczywiście są dość pudrowe, suche i aplikują się raczej średnio łatwo, ale być może efekt na twarzy zrekompensuje te drobne wady :)
Fawn Oryginal - bardzo jasny odcień, baaaardzo rozbielona żółć... Myślę, że "nawet dla mnie" ;) będzie zbyt jasny

Fawn Light - ten odcień jest już bardziej obiecujący. Dość jasny, ale nie trupio blady, poza tym z wyraźną kapką żółci. I mam wrażenie, że mimo wszystko lepiej się nakładał, niż Fawn Oryginal. Będę testować!

Zawieruszyło się tam także zdjęcie podkładu TBS - ale o tym poniżej...


The Body Shop



01 Foundation SPF 25 - Darzę ten podkład bardzo wielkim sentymentem, bo był to mój pierwszy kosmetyk mineralny ;) a zarazem pierwszy w życiu podkład. Kupiony w lutym 2009r. - od tamtej pory zaczęła się moja przygoda z minerałami, aż się łezka w oku kręci ;)

Podkład sam w sobie jest na pewno na mnie za ciemny, ale się mimo wszystko nieźle wtapia. Poza tym raczej wyrównuje koloryt, niż cokolwiek kryje, ale nie przeszkadzało mi to wtedy... Po cięższe formuły sięgnęłam razem z odstawieniem tabletek antykoncepcyjnych - i to był mój pierwszy kontakt z EDM ;)

Poza tym dużym plusem jest zawarty w nim filtr... Chociaż pewnie ilość nakładana na twarz i tak nie zapewnia jakiejś specjalnej ochrony... Ale mimo wszystko to na plus.




Wydaje mi się, że to by było na tyle... więcej grzechów nie pamiętam ;) nie jest tego może dużo, bo i nie ryzykuję ciemniejszych odcieni kupować ;) miałam jeszcze odcień Olive Fair z EDM, ale latem sampelka zużyłam, jak zabrakło mi Neutrala ;) przyznaję, że wtapiał się całkiem przyjemnie, a i latem nie odcinał jakoś specjalnie.

MEOW

11:42 Posted by Insane

Czas na swatche mojego pierwszego zamówienia z MEOW (dzięki uprzejmości Gosi :* ).
Przymierzałam się do niego bardzo długo, bo ich strona i opisy mnie po prostu przerażają. Nie mogę się połapać w tych wszystkich kocich nazwach.... Gubię się po prostu i konia z rzędem temu, kto umie się w tym połapać i spamiętać te wszystkie cudaczne nazwy :)

Po kolei - podkłady.
(od razu przeproszę na ciemne zdjęcia sampli - słońce postanowiło zbojkotować moje plany fotografowania i schowało się za chmurami)



Pampered Puss - 0 - Inquisitive Siamese - według strony powinien być to odcień neutralny, bez dominujących tonów brzoskwiniowych ani różowych, ale z odrobiną żółci i beżu.

Pampered Puss - 1 - Sleek Siamese - jak wyżej, tylko o ton ciemniejszy odcień.

Pampered Puss - 0 - Inquisitive Bengal - według strony należy do kategorii chłodnych beży, dla osób bez dominujących tonów żółtych, czy brzoskwiniowych.

Pamperes Puss - 1 - Sleek Bengal - jak wyżej, tylko o ton ciemniejszy odcień.

Pampered Puss - 0 - Inquisitive Mau - według strony jest to ciepły odcień dla osób o z delikatnymi różowymi, żółtymi i brzoskwiniowymi tonami. Dla osób, dla których Siamese było prawie dobre, ale ciut za żółte.

Pampered Puss - 1 - Sleek Abyssinian - według strony to odcień żółto-beżowy dla osób z wyraźnie dominującymi tonami żółci i beżu.



Szczerze mówiąc, nie wiem który mógłby mi pasować tak idealnie. Na chwilę obecną zaryzykowałabym chyba 0 - Siamese, bo po kwasach mi się zżółkło ;)
Bengal jest rzeczywiście zbyt chłodny (może na zimę?), a Mau zbyt ciepły. Abyssinian mimo, że jest naprawdę żółciutki, mógłby się nieźle wtopić. Albo dać efekt małej chińskiej dziewczynki ;)
No cóż, trzeba będzie testować...

Jeśli zaś chodzi o formułę Pampered Puss, to powinna cechować się niezłym kryciem (już nie delikatne wyrównanie koloru, ale jeszcze nie porządny kamuflaż), aksamitną konsystencją i całkowicie matowym wykończeniem.
Nie wiem jak z kryciem, ale rzeczywiście bardzo delikatnie i przyjemnie się je aplikuje - są takie miałkie... No i rzeczywiście matowe. Zobaczymy, jak to będzie na twarzy np. po kilku(nastu) godzinach ;)


Czas na tzw. Skinny Dippers, czyli coś, co powinno nam służyć do konturowania twarzy, podkreślania np. kości policzkowych i być w odcieniu odpowiadającym naszemu podkładowi. Nie ma być to wyraźny róż/bronzer, tylko coś, co nie powinno rzucać się od razu w oczy, a jedynie dawać efekt "upiększenia", konturowania twarzy.
MEOW zaleza aplikację na kości policzkowe jako bardzo delikatny róż lub na już nałożony róż dla świeżego, dziewczęcego wyglądu.
Również pod kości policzkowe, co ma zapewnić bardzo naturalne konturowanie twarzy i uwypuklenie kości policzkowych.
Także jako cień do oczu, rozświetlający spojrzenie.



Light Korat - myślałam, że posłuży mi jako delikatny bronzer, ale niestety okazał się być naprawdę ciemny (a miał być "Light" ;) ) i zbyt żółty. Wydaje mi się, że pasowałby oliwkowym karnacjom, osobom o dalekowschodnim odcieniu cery :)

Light Bengal - baaardzo delikatny, aż ciężko go uchwycić na zdjęciu. Delikatny róż, choć o sino-fioletowym zabarwieniu w tle, zdecydowanie chłodny. Jako Skinny Dipper może się sprawdzić idealnie!

Light Himalayan - z pewnością go użyję, ale jako róż ;) przyjemny, chłodny beżo-róż, również delikatny i jasny, dla jaśniejszych karnacji zdecydowanie będzie dobrym różem (z czego oczywiście się cieszę ;) )


To teraz róże i jeden samotny cień... ;)





The Kiss - z kategorii Masterpiece - róże z tej kategorii powinny pozostawiać jedynie delikatną poświatę koloru, odświeżając cerę. I taki właśnie jest The Kiss - delikatny, chłodny, różany odcień. Nie sposób zrobić sobie nim krzywdy, poza tym jest wyjątkowo dziewczęcy, taki uroczy... Już testowany ;) spisał się nieźle, wytrzymał niemalże cały dzień i rzeczywiście dodawał cerze świeżości.

Fantasies - według strony jest to jasny, wręcz "dziecinny" róż z odrobina opalenizny w tle. Jak dla mnie, po prostu delikatny, jasny beżo-róż, chłodny, bez tendencji do ocieplania się i z całą pewnością tylko dla jasnych karnacji. U osób o ciemniejszej cerze może robić jedynie jako rozświetlacz albo Skinny Dipper ;)

Cat Lover - miał być chłodnym różanym odcieniem... Ale nie jest ;) dość intensywny, koralowo-różany. Nie widziałam nigdy podobnego różu, naprawdę głęboki i ciekawy odcień. Nie wiem, czy i kiedy odważę się go użyć, bo obawiam się, że u mnie da efekt ruskiej baby z targu, ale kiedyś się pewnie skuszę.... Interesujący, to na pewno :)

i sampel cienia, dzięki uprzejmości Gosi :)

Cat Psss - według strony jest to oliwkowo-kwaśno-zielony odcień i się w zasadzie zgadzam. Całkiem matowy odcień wpadający w khaki, ale jednak z dominującą starą, zgniłą oliwką. Na pewno ciekawy i oryginalny, ale raczej ciężki w noszeniu. Ja na pewno skuszę się na zrobienie z niego kreski, bo nakłada się go wyjątkowo dobrze, nie osypuje się, dobrze trzyma skóry, no i jest mocno napigmentowany :)


do MEOW chciałabym jeszcze wrócić, kusi mnie tyle rzeczy.... Ale ciągle powstrzymuje mnie strach przed stroną nie-do-ogarnięcia... ;)

-EDIT-

Skoro już przy MEOW jesteśmy, to dzisiejszy makijaż był okazją do testów ;)

Podkład:
MEOW - Siamese (chyba 1? nie pamietam...)

Róż:
MEOW - Fantasies

Korektor:
Pearl Mint - EDM
Sunlight - EDM

Oczy:
Ginger Peach - EDM
Cashmere - Pure Luxe
Dandelions - EDM

Puder:
Natural Reflections Fair - EDM

Usta:
wciąż pomadka BeBe - waniliowa ;)

Jeśli chodzi o wrażenia, to raczej średnie... Dziwnie mi się ten podkład nakładało, miałam wrażenie, że tworzy mi efekt chorobowego odcienia twarzy. Poratowałam się troszkę pudrem EDM, ale dalej nie wiem, czy to "to"... Zobaczymy, jak się będzie nosił w ciągu dnia :)