12:01
Posted by Insane
Hmm, tak nieswojo się czuję, choć przecież to mój kawałek internetowego wszechświata... ;)
Dręczył mnie ostatnio ten blog. Na zmianę nosiłam się z zamiarem skasowania i powrotu. Skoro tu piszę, to chyba decyzja podjęta... Pamięta mnie ktoś ;)?
Słowem wstępu i wyjaśnienia - dużo się u mnie zmieniło.
Przeprowadzka z Krakowa do Gdyni.
Rozpad czegoś ważnego w moim życiu.
Rozpoczęcie i zakończenie studiów.
Zmiany w domu.
Zmiana pracy.
I jeszcze kilka mniejszych. Całkiem sporo, jak na kilka miesięcy.
Postaram się wrócić. Mam jeszcze całkiem sporo zapasów, które warto by 'obfotografować' ;)!
I przede wszystkim (ech, powinnam to zrobić na samym początku!) - DZIĘKUJĘ Wam wszystkim serdecznie. Za pamięć, za maile, za wiadomości prywatne, za komentarze i za odwiedziny - mimo, że przez kilka długich miesięcy nie dawałam oznak życia. Dziękuję raz jeszcze!
15:47
Posted by Insane
Echh... spore problemy osobiste spowodowały, że na chwilę zawieszam bloga... Kiedyś tu wrócę na pewno, jak wszystko poukładam. A jest co układać...
20:46
Posted by Insane
Znalezione w internecie i - jeśli chodzi o moje aktualne prywatne rozterki - bardzo na czasie ;) może dlatego tak mnie rozśmieszyło?
Świat w oczach dziecka, czyli co maluchy naprawdę myślą o małżeństwie ;)
Jak należy wybierać przyszłego męża lub żonę?
Trzeba znaleźć kogoś kto lubi to samo co ty. Na przykład jeśli ty lubisz oglądać mecze, to ten ktoś powinien lubić, że ty lubisz oglądać mecze, i przynosić ci chipsy i piwo.
Alain, lat 10
(typowy facet.... - dop. Insane)
Tak naprawdę to my wcale nie decydujemy o tym z kogo wyjść. To Bóg o wszystkim decyduje najpierw, a ty dopiero później się dowiadujesz kogo ci przyczepił.
Kirsten, lat 10
(a o reklamacjach i zwrotach nic nie wspominał?)
Jaki jest najlepszy wiek na małżeństwo?
Najlepszy wiek to 23 lata, bo znasz swojego męża od co najmniej 10 lat.
Camille, lat 10
(uhh... zbliżam się nieuchronnie ;) )
W ogóle nie ma dobrego wieku na małżeństwo. Trzeba być głupim żeby chcieć się żenić.
Freddie, lat 6
(być może w tym tkwi sedno?)
Co łączy twoich rodziców?
To, że nie chcą mieć więcej dzieci.
Laure, 8 lat
:D
Co robią ludzie na randce?
Randka jest po to, żeby sie dobrze bawić, i powinno się z niej korzystać żeby się lepiej poznać. Nawet chłopcy mają coś ciekawego do powiedzenia, jeśli się ich słucha wystarczająco długo.
Linette, lat 8
(tak więc... trzeba się uzbroić w cierpliwość..)
Na pierwszej randce ludzie opowiadają sobie ciekawe kłamstwa i w ten sposób zgadzają się na następną randkę.
Martin, lat 10
(niestety, czasem nie przestają przez wiele lat)
Co zrobisz, jeśli twoja pierwsza randka się nie uda?
Wrócę do domu i będę udawał, że nie żyję. I zawołam dziennikarzy żeby wydrukowali, że zmarłem.
Craig, lat 9
(romantyk... szkoda, że nieletni ;) )
Kiedy można kogoś pocałować?
Kiedy oboje są bogaci.
Pamela, lat 7
(ohh... czeka mnie wieczna oziębłość..)
Jeśli kogoś całujesz, to musisz się z nią ożenić i mieć z nią dzieci. Tak to właśnie jest.
Henri, lat 8
(słusznie synu, słusznie!)
Lepiej jest się ożenić (wyjść za mąż) czy zostać wolnym?
Nie wiem co jest lepsze, ale ja nigdy nie będę się kochał z moją żoną. Nie chcę, żeby się stała gruba.
Théodore, lat 8
(a podobno amerykańscy naukowcy udowodnili, że seks to zdrowie?!)
Dla dziewczynek jest lepiej jak nie wychodzą za mąż. Ale chłopcy potrzebują kogoś do sprzątania.
Anita, lat 9
(oto prawda objawiona...)
Co trzeba robić, żeby małżeństwo było udane?
Trzeba mówić żonie, że jest piękna, nawet jeśli wygląda jak ciężarówka.
Richard, lat 10
(o! tak właśnie należy jej mówić!)
Żródło: http://www.joemonster.org/art/4594/Swiat_w_oczach_dziecka
09:07
Posted by Insane
No i co? Człowiek ma dwa dni wolnego, myśli sobie - zdążę obfocić kilka rzeczy, coś naskrobać. A Tu co? Od tygodnia leje jak z cebra!
Budzę się - pada
Wychodzę do pracy - pada
Wracam z pracy - pada
Kładę się spać - pada
I tak w koło macieja. Litości! Mamy już maj!
Jeszcze jeden taki tydzień i wpadnę w depresję ;)
07:05
Posted by Insane
No to wróciłam. To był iście wariacki weekend, przez 4 dni spałam łącznie 6 godzin i generalnie wszystkich straszyłam (nawet mój pies mnie nie poznał....)
Ale... wróciłam z rowerkiem ;) oto przedmiot całego tego zamieszania:
Wymaga dokupienia przedniej lampy, smarowideł do łańcucha i amortyzatorka i generalnego czyszczenia. Skutki opiekowania się nim przez mojego brata ;)
A no i chyba wymiany części śrubek. Bo braciszek postanowił trzymać go na balkonie, a osłonił tylko część kierownicy i siodełko. Na całe szczęście cały napęd, rama i wszystko co ważniejsze - jest bez szwanku. Ale kilka śrubek nabiera już rdzawego odcienia i wypadałoby coś z tym zrobić....
No i trzeba jeździć, jeździć... Bo tyłek się odzwyczaił i chodzę dzisiaj troszkę dziwnie ;) najwyżej pomyślą, że miałam upojną noc po powrocie :D
A teraz do pracy.... I trzeba wrócić jakoś do rzeczywistości hehh.
P.S. - przepraszam za bałagan na półce za rowerem. Rozpakowywanie jest w toku, więc generalnie w domu mam ekhm.... artystyczny nieład ;)
A wracając jeszcze na chwilę do minerałów - cóż, niestety słoiczki i torebki strunowe raczej średnio nadają się w dalekie podróże i wielogodzinne przebywanie w kosmetyczce w plecaku.
W drodze do Gdyni wszystko miałam umaziane różem CWM - więc czekało mnie czyszczenie wszystkiego w domu. Wracając, chciałam być sprytna i zawinęłam sobie róż w papier. No to w zamian w drodze powrotnej wysypało mi się pół pojemniczka cienia Dreamind Dandy i generalnie (mimo wytarcia) mam wszystko zielone ;) czeka mnie więc mycie pudełeczek i pędzla.... Dobrze, że resztę pędzli stanowił zestaw Lumiere, zapakowany osobno. Na drugi raz będę pamiętać, coby wszystko oddzielnie zabezpieczyć.....
09:12
Posted by Insane
Ostatnie dni mijają mi na kompletnym wariactwie, ciągle gdzieś biegam, coś załatwiam, albo siedzę w pracy. A rzeczy do obfocenia i opisania przybywa... ;)
Dlatego też utworzyłam rubryczkę po prawej stronie z tym, co się pojawi niedługo.
W sumie... przez ostatni tydzień regularnie lało, więc swatche i tak wychodziłyby kiepskie. Więc czekam na przypływ wolnego czasu i trochę słońca :)
Weekend mam wyłączony z życia, w piątek po pracy jadę do mojego rodzinnego domu (14,5 godziny naszymi ukochanymi PKP w jedną stronę), a w niedzielę wieczorem wracam, by być jakoś w poniedziałek i we wtorek grzecznie podreptać do pracy. W ciągu tych niespełna dwóch dni muszę wszystkich odwiedzić, wyściskać, spakować resztę moich rzeczy i - co najważniejsze - ROWER. Mój jedyny, ukochany, wytęskniony :)
Skoro już jesteśmy przy wiadomościach niemineralnych, to dietuję sobie nadal i coraz bardziej mi ta dieta smakuje ;) ochoty na słodkie nie mam wcale, czasem na warzywka, ale właśnie za 2 dni zaczyna mi się PW, więc się najem pomidorów, grzybów, kapusty, sałaty i innych pyszności.
A, no i ludzie czasem dziwnie na mnie zerkają, jak ugotowanego kurczaka na zimno traktuję jako przekąskę na przystanku :D ale cóż zrobić.
TŻ jakiś czas temu stwierdził, że schudłam najbardziej na twarzy. A wczoraj powiedział, że faktycznie całościowo zmizerniałam ;) nie mam niestety wagi.... Ale to się zmieni, jak znajdę czas, żeby ją kupić :D
A dzisiaj pranie, gotowanie, na zakupy, potem po bilet na dworzec, potem do pracy.... Echhh... A spać mi się chce ;)
-EDIT-
Zapomniałabym!
W tak krótkim czasie (zaledwie 5 dni!) mój blog odwiedziło przeszło 200 osób :) naprawdę DZIĘKUJĘ! Nie spodziewałam się tego, ale zdecydowanie mobilizuje mnie to do regularnego wstawiania nowych swatchy :)
22:05
Posted by Insane
Jak widać - walczę z blogiem dalej ;)
Gdybym miała przy sobie mojego kochanego Photoshopa, to nie byłoby takiego problemu... A tak jeszcze niestety bojkotuję GIMPa, może kiedyś się przekonam....
Jak podoba mi się układ tabelek, to grafika skopana. A jak grafika w porządku, to np. tabelki dla mnie za wąskie. I chyba tego się już poprawić nie da. Echhh.... Zachciało się człowiekowi bloga zakładać - jakby za mało miał w życiu problemów... :D
00:28
Posted by Insane
"Jeśli nie wiesz, od czego zacząć, powiedz: tu leży kasztan.... A później wszystko się jakoś potoczy".
Dostałam kiedyś (jeszcze w podstawówce) małą, kwadratową książeczkę z cytatami Kubusia Puchatka. Większość z nich rozumiem dopiero teraz ;) dzisiaj nie wiedziałam od czego zacząć. Zaczęłam więc od: tu leży kasztan... A teraz wszystko się jakoś potoczy.
Trzeba by się chyba przedstawić?
Nazywam się A. i jestem już nie-tak-anonimową minerałoholiczką, czyli lubuję się we wszelkiej maści prochach. Brzmi groźnie? Takie właśnie jest!
Niewiele ponad rok temu w mojej kosmetyczce znajdował się tylko tusz do rzęs i od święta jakaś kredka i błyszczydło. I co, dało się tak żyć? Pewnie, że dało, ale co to było za życie...
Wsiąkłam więc w kosmetyki mineralne. Jeśli tu jesteś, to zakładam, że wiesz, o czym mówię... oszczędzę Wam i sobie pięciostronicowego wstępu ;)
Więc geneza drugiego członu nazwy bloga jest już jasna - jestem minerałoholiczką.
A że zwierzenia? Bo nie będę tu pisać tylko o minerałach.
Założyłam to cudo po to, aby:
- usystematyzować, posegregować i pogrupować wszystkie swoje zdjęcia, swatche i inne niezbędne-mi-do-szczęścia rzeczy - może komuś się przydadzą?
- pomarudzić sobie trochę, bo ja dużo myślę, mało mówię i czasem gdzieś się trzeba tych myśli pozbyć
- zmobilizować się... bo mówią, że "łatwiej kijek pocieńkować, niż go potem pogrubasić", ale to nie jest prawda. Trza trochę się pocieńkować, dietę jakąś zacząć. Tak więc sobie pomyślałam, że ja potrzebuję twardej ręki nad sobą - bo wtedy lepiej z mobilizacją. I tak sobie myślę, że miałabym się tutaj oficjalnie przyznać, że tak - skusiłam się np. na tiramisu, to ja już wolę się pilnować i nie mieć nic na sumieniu. Sprytne? Ach, byle działało...
Czyli to będzie blog hobbystyczno-terapeutyczny. Moje prywatne perepetum mobile ;)
Muszę jeszcze bardzo ważną rzecz zaznaczyć. Będzie tutaj sporo informacji o kosmetykach mineralnych, mimo wszystko nie śmiałabym kiedykolwiek "startować" do blogu Kasi vel Cathy - http://mineralnekosmetyki.blogspot.com/ - bo to jest, proszę Państwa - encyklopedia mineralna.
Jeśli miałabym się do tego odnieść jakoś z moimi przyszłymi wypocinami, to powiedziałabym, że przy niej jestem jak elementarz pierwszoklasisty.
Musiałam to napisać, bo już widzę te pogardliwe spojrzenia, że "ona chciała jej dorównać, phhiiii....!" Nawet mi się nie marzy :)
Ach, i jeszcze jedno - jestem grafomanką. Jakoś tak się dzieje, że jak zaczynam pisać, to końca nie widać i słowa same się wpisują i w zdania układają i pomimo tego, że chciałam napisać coś zwięźle i treściwie, to wychodzi jakiś esej. Ale nie umiem inaczej. Moja polonistka od zawsze ze mną walczyła o to, np. oceniając pracę tylko do wymaganej ilości znaków :D na nic się jednak to nie zdawało - ja po prostu nie umiem inaczej. Ostatecznie chyba to zrozumiała, bo na oceny końcowe narzekać nie mogę ;) ale tak uprzedzam. Lojalnie.