Pochmurno.

13:22 Posted by Insane

Ostatnie wydarzenia i pogoda nie zachęcaja do optymizmu i uśmiechu, no i żywszych barw, więc dzisiaj coś ciemniejszego. Podobno ładniej mi w delikatnych makijażach, a i ja w takowych się ostatnio dobrze czuję, coraz częściej nawet wychodzę tylko z pomalowanymi rzęsami i odrobina podkładu ;) ale dzisiaj w przypływie odrobiny czasu coś się zmalowało...

Podkład:
Lucy Minerals

Oczy:
Pure Luxe - Razor
Pure Luxe - Ultimate Cobalt
EDM - Dandelions

Twarz:
korektor - EDM - Mint
róż - EDM - Come What May
usta - pomadka BeBe Vanilla Silk :D

P.S. - jak zwykle proszę o zignorowanie głupich min ;) nie jestem dobrą "fotomodelką" ;)



Pure Luxe ciąg dalszy.. :)

11:57 Posted by Insane

Tak jak obiecałam, wrzucam kolejną porcję mojej kolekcji z Pure Luxe. Mówiłam już, że naprawdę uwielbiam tą firmę :D ?
Zdjęcia niestety były robione w pochmurny dzień, więc cienie w rzeczywistości są nieco bardziej nasycone...







Kitten - na dłoni satynowy, ale na oku już bardziej matowy odcień słodkiego, chłodnego różu. Bardzo go lubię, przyjemnie odświeża spojrzenie :)

Kiss od Moonlight - beżowo-łososiowy ze srebrnymi drobinkami, które nieco giną na oku i zostaje takie bardzo codzienny, bazowy odcień. Czasem używam też do rozświetlania łuku brwiowego :)

Jezebel - piękny odcień, mieni się od różu po niebieskości, zależnie od kąta padania światła.

Golden Girl - w sumie spodziewałam się bardziej złota, niż żółci... A tu proszę - żółtek ;) w kolorze słonecznika. Żółć nieco ciemniejsza i bardziej stonowana od Butterfly Kisses z EDM, z odrobiną tylko tonów złotawych, ale z nazywaniem tego odcienia "golden" to bym się wstrzymała... :D

Sage - limonkowo-trawiasty kolor, ale taka trawa wczesnowiosenna, nieśmiała, jasna, świeża. Dla wielbicielek zieleni - polecam :)

Ultimate Cobalt - trochę oporny w nakładaniu, jakby suchy, toporny... Ale jeśli chodzi o kolor, to jest to ciemniejszy granat, przybrudzony czernią, taki nocny, ciemny kobaltowy odcień.

Apricot - miała być soczysta brzoskwinka, a jest pomarańczowo-żółtawy odcień, raczej ciężko do przemycenia w makijażu, ale jako akcent... Czemu nie? Mimo wszystko "to nie tak miało być" ;)

Ultimate Whitney - mocno skrzące sreberko, z odrobiną delikatnego brązu w tle.






Kisses in The Dark - na dłoń ciężko się go nakładało, ale już z aplikacją na oku nie ma problemu. Ciemny, piękny odcień szmaragdu.

Ultimate Pink Ice - w słoiczku rzeczywiście ostro różowy, ale da się go nałożyć na powieki i nie wyglądać jak lalka barbie, za co duży plus ;) kolor nie jest płaski, połyskuje na chłodno-srebrzane odcienie.

Blue Jeans - jak nazwa (bardzo trafna w tym wypadku) wskazuje - odcień ciemnego, jeansowego granatu.

Moon Glow - spodziewałam się czegoś innego, z nutą tajemnicy, mniej płaskiego - a tu po prostu rozbielony żółty kurczaczek. Ani to matowe, ani satynowe... Jakby się nad tym zastanowić, to może i księżyc czasem przybiera taką barwę, ale brakuje tutaj "tego czegoś".

Lilac Ice - biało-lawendowy (z przewagą bieli jednak ;) ) i srebrnym błyskiem.

Ravishing - w opakowaniu brązowo-staro-złoty, intensywny. Na dłoni rzeczywiście jest to przyjemny, chłodny brąz z odrobiną złota w tle.

Trust Fund - głęboka, trawiasta, leśna zieleń.

Chaos - chabrowo-bławatkowy kolor, czyli po prostu głęboka niebieskość z odrobiną fioletu w tle :) bardzo ciekawy odcień.









(chyba najgorsza seria zdjęć... :( )

Fantasy - bardzo cielisty odcień, z delikatnym satynowym wykończeniem

HoHo Silver - dość ciemne, skrzące srebro :)
Heather Mist - bardzo lubię ten odcień... Beżowo-brązowo-szaro-bury, ale jednak ma coś w sobie. Nie robi ciemnej plamy na oku, zmienia troszkę swój odcień zależnie od kąta padania światła :)

Razor - w przeciwieństwie do HoHo Silver - tutaj mamy bardzo jasne, wręcz rozbielone sreberko, maksymalnie skrzace, świąteczno-sylwestrowe, imprezowe... Robi wrażenie na oku :)

Ultimate Vert - czerń z odrobiną butelkowej, głębokiej, trochę morskiej zieleni.

Latte - nie wiem skąd nazwa... Latte, które ja robię ma nieco inny kolor :D beżowo-żółty odcień, całkowicie matowy. Chyba tylko do stosowania jako cień bazowy?

French Kiss - (na zdjęciu jest błąd, podpisany został jako Lilac Ice) - odcienie te są zresztą do siebie bardzo podobne, French Kiss jest jednak bardziej lawendowo-błękitny, a mniej biały. Mimo, że poczatkowo kojarzy mi się z kolorem łazienkowym ;) na oku prezentuje się całkiem miło.

Luminous - brzoskwinkowo-różowy odcień, uroczy.







Divine - ciężko mi opisać ten kolor - jest niemalże biały, satynowy z lekkim odcieniem niebieskości/szarości w tle.

Peach Champagne - złoto-brzoskwiniowo-pomarańczowy. Dość ciepły, mocno satynowy.

Innocent - rzeczywiście dość niewinny, uroczy róż, mocno rozbielony, ale dalej różowawy.

Moody - ciemna, intensywna, butelkowo-choinkowa, może odrobinę zgniła zieleń. Kojarzy mi się trochę baśniowo - z ciemnym, nieprzebytym lasem ;)

Tigers Eye - przyjemny, chłodny beżyk. Jako cień bazowy albo do rozświetlenia łuku brwiowego.
Love Spell - majtkowy błękit ;)
Rehab - intensywny brąz z odrobiną starego złota. Przyznaję, że nie odważyłam się go jeszcze użyć na oku - obawiam się jednolitej, ciemnej plamy :D


Czas na róże i jeden puder :)






Blushin Bride - delikatny beżo-róż, chłodny, przyjemny

Vanity - dość pomarańczowy, ciemny odcień... raczej nie dla mnie, ale mógłby przypaść do gustu bardziej złotawym i ciemniejszym karnacjom :)

Tender - brzoskwinka z odrobiną różu, dość intensywny

Babydoll - delikatny, chłodny róż z odrobiną beżu

Giddy - chyba mój ulubiony :) chłodny, delikatny, bardzo dziewczęcy róż

Powder Eraser Original - puder, który ma niby służyć i jako primer - wygładza skórę, zmniejsza pory... Albo jako puder wykańczający. Nie jest zły - rzeczywiście delikatnie wygładza (optycznie) buzię, minimalnie zwęża pory, przyjemnie się go aplikuje, ale nie ma efektu "wow!"... Z pewnością nie jest niezbędny i niezbyt zauważam, jeśli zapomnę go użyć ;)

Zmiany, zmiany, zmiany....

22:05 Posted by Insane

Jak widać - walczę z blogiem dalej ;)
Gdybym miała przy sobie mojego kochanego Photoshopa, to nie byłoby takiego problemu... A tak jeszcze niestety bojkotuję GIMPa, może kiedyś się przekonam....

Jak podoba mi się układ tabelek, to grafika skopana. A jak grafika w porządku, to np. tabelki dla mnie za wąskie. I chyba tego się już poprawić nie da. Echhh.... Zachciało się człowiekowi bloga zakładać - jakby za mało miał w życiu problemów... :D

Tak jakoś...

16:07 Posted by Insane

Tak jakoś dawno nie miałam zieleni na oczach, no więc trzeba było to zmienić. Poza tym humor mam dzisiaj całkiem podły, w zasadzie nihilistyczny, a więc tak na przekór.... ;)

Poza tym rzęsy mnie dzisiaj nie chciały słuchać, a tusz razem z nimi. Ech, no życie....

Podkład:
Lucy Minerals

Oczy:
EDM - Eco Friendly
EDM - Dreamin Dandy
EDM - Dandelions
tusz Deborah - coraz bardziej się lubimy, coraz piękniej wydłuża i dzisiaj po raz pierwszy mnie posklejał... złośliwość rzeczy martwych!

Poliki:
EDM - Pink Ribbon

Korektor:
EDM - Mint

Usta:
pomadka BeBe :D


Ach, no i proszę nie zwracać uwagi na moje głupie miny.


Pure Luxe

12:44 Posted by Insane

Ponieważ nie mam ostatnio czasu, żeby coś nowego obfocić, to wstawię coś, co już było dodane dawno na Wizażu, ale niech i tutaj będzie... :)

Firmę Pure Luxe osobiście bardzo lubię - piękne cienie w poręcznych pojemniczkach, sample całkiem spore (na pewno większe, niż Sassy czy Aromaleigh), a paczka zawsze do mnie jakoś szybko dociera... :)

Wstawiam więc swatche:





Tryst - w słoiczku piękny, głęboki, morski (lagunowy? ), na dłoni niestety traci na intensywności - bardziej rozbielony błękit o połysku tafli wody. Chłodny.

Mermaid - odcień sam w sobie piekny, ale ogromnie ciężko go nałożyć tak, aby coś z niego było. Na sucho - poświata koloru. Na mokro - nie da się rozprowadzić ale co do koloru - cudo! Szaro-fioletowo-błękitno-różowawy. Mieniący się, zależnie od padania światła. Rzeczywiście dokładnie takie, jakie "nosiły" syrenki w bajkach

Immoral - ładny, stonowany, dość intensywny fiolet przybrudzony szarością. Elegancki, chłodny.

Sour Apple - limonkowo-zielono-jabłuszkowy. Nazwa idealna też chłodny odcień zieleni, znacznie inny, niż te wszystkie trawiaste. Oryginalny, intensywny, piękny.

Utopia
- intensywna śliwka z domieszką szarości i burych fioletów. Można sobie nim krzywdę zrobić, ale umiejętnie nałożony staje się pięknym, głębokim, oryginalnym odcieniem

Froufrou - beżo-róż z domieszką koloru łososiowego. Czasami trochę ceglasty. Ale dość bezpieczny, na oku bardziej różowy.

Berry - wisienka? Może i wisienka... ale znacznie rozbielona i przełamana różo-maliną. Mimo wszystko - apetyczny

Boy Toy
- w opakowaniu intensywny niebiesko-granatowy ze złotawym (?!) połyskiem na dłoni niestety dość matowy, prosty granat. Szału ni ma









Kinky - odcień sam w sobie przepiękny, pierwszy raz taki widzę. Złoto-oliwkowy... ale z czymś jeszcze. Tylko nie wiem z czym. Antyczne złoto + intensywna, dojrzała oliwka + jakiś magiczny odcień, który widzę, a nie potrafię opisać
Niestety wyjątkowo trudny w nałożeniu - w ogóle nie trzyma się skóry, jakby taki... suchy? Bardzo miałki.

Ultimate Rockstar - intensywny, jak na gwiazdę rocka przystało brązowo-bury z delikatnym akcentem fioletu. Bardzo błyszczący, brokatowy, ale dobrze się nakłada. Bardzo się lubimy.

Nutmeg - wiewiórka. Z orzeszkiem laskowym. Idealna nazwa, super odcień - całkowicie matowy, brązowo-rudy, ale nie ceglasty. Nie ociepla się na mnie, za co wielki plus. Taka wiewióra no

Amethyst - delikatny fiolet, rozbielony, bezpieczny, ale całkiem uroczy.
(w rzeczywistości jest czysto-fioletowy, bo na zdjęciach to jakby z domieszką granatu był....)

Cashmere - już polubiłam. Ładny, delikatny brązik, ale nie wyblakły, nie wypłowiały. Perłowy, dobrze się aplikuje. Chłodny.

Grape - niestety największe przekłamanie mojego aparatu dotyczy właśnie tego odcienia. W rzeczywistości to czysty, baaardzo intensywny fiolet, bez żadnych podtonów, nie opalizujący, ale też nie nudny. Najczystszy mocny fiolet.
Na zdjęciach niestety przybrudzony granatem, dużo mniej intensywny

OMG! - na stronie PL bardzo pochwalony odcień cóż, rzeczywiście ładny, ale nie mam pomysłu jak go użyć. Na usta - byłby idealną pomadką Na oczy.. chyba jedynie jako akcent w makijażu. Ale sam odcień ładny, intensywny. Czerwień z odrobiną maliny. Bardzo soczysty i bardzo łatwy w aplikacji.

Darling - łososiowo-pomarańczowawy. Chyba ma tendencję do ocieplania się. Ale mimo wszystko - dość bezpieczny odcień, prawie neutralny.









Peek-a-Boo - w opakowaniu fajny, wręcz słodki odcień delikatnego, matowego różu. Na dłoni - jeszcze bardziej delikatny róż, prawie że pryzmatyczny, bo opalizuje na niebieskawe tony, co daje w sumie fajny efekt - nie jest taki przesłodzony nie da się nim krzywdy zrobić.

Forbidden - liner. Baaaardzo intensywny brąz z drobinkami niebiesko-fioletowymi. Piękny odcień, ale chyba się nie polubię z linerami z PL... Bo na sucho niestety wykonanie kreski graniczy z cudem. Za to jako cień - zdecydowanie imprezowo/wieczorowy.

Risque - o, to właśnie jest wisienka. Wiśniowy kolor przybrudzony malinową czerwienią.
Baaardzo intensywny.

Opal Aura - na sucho jedynie poświata koloru, ale odcień sympatyczny, rozświetlający. Przy dłuższym pocieraniu lub nałożony na mokro powinien być bardzo intensywny i nabrać koloru.

Kaliedoscope Illusion - jak widać na sucho. Zależnie od kąta padania światła, ale myślę że na mokro efekt byłby znacznie intensywniejszy i ciekawszy. Kiedyś się skuszę

Vanilla - już się polubiliśmy! Bardzo neutralny odcień, chłodny beżyk, z delikatnym połyskiem. Baaaardzo delikatnym. U mnie w zasadzie stapia się z cerą więc na razie służy mi jako delikatny rozświetlacz pod łuk brwiowy albo jako cień bazowy. Faaaaajny jest i już.

Kaleidoscope Prismatic - również jak widać musiałabym napisać to samo, co w przypadku Illusion.

Vibe - intensywna matowa trawiasta zieleń. Po prostu.








High Society - nie ma na swatchu, bo nie jestem go w stanie nałożyć. On zdecydowanie wymaga bardzo lepkiej bazy, typu MM. Nakładany na sucho to czysty zielony brokat, który migruje wszędzie, gdzie zdoła to w zasadzie chyba jest po prostu brokat.... Takie z papierniczego za 1,50zł

Sensual - delikatny beżo-róż mocno przybrudzony szarością, stłumiony, troszkę jakby wypłowiały, a jednocześnie... "romantyczny" ? Uniwersalny odcień, polubiłam go.

Pandora
- pieeeeekny, intensywny, oryginalny. Hmm... leśny? Intensywna zieleń, ale z domieszką innych kolorów. Niestety nie potrafię go nazwać (za mało książek ? ), ale dość dobrze oddają go zdjęcia.

Kaleidoscope Faceted
- jak i cała seria. Nie będę się powtarzać

Purple Aura - już testowany, przyjemny, delikatny. Posłużył jako rozświetlacz w makijażu różowo-fioletowym i sprawdził się idealnie. Na sucho, oczywiście Na mokro powinien powalać intensywnością i kolorem

Ice Princess - kolejny brokat, tym razem krystalicznie biały, mieniący się wszystkimi możliwymi kolorami. Równie słabo z przyczepnością

Avening Angel - liner. Rozczarowanie roku miał być piękny czarny z czerwonymi drobinkami. Tymczasem drobinki gdzieś znikają i nie ma po nich śladu. Zostaje idealnie czarny liner. O idealnej przyczepności i intensywności. Ale tylko czarny.

Flashcube Black Ice - też brokat. Te same właściwości, co pozostałe. Czerń z jasnymi drobinkami.








Glow/Dark Apprition
- "normalnie" to jasny seledyn, całkiem przyjemny. W ciemności natomiast intensywnie świeci na zielonkawo chyba każdy widział kiedyś taki efekt.
Niestety kiepsko z przyczepnością.

Lip Wand - Mistress - na swatch'u spora jego ilość. Odcień intensywny, ale łatwy w stopniowaniu. Wiśniowo-czerwonawo-malinowy. Elegancki




To było moje pierwsze zamówienie z PL.... Kolejne wrzucę niebawem :D